Tramwaje na podwórku

Obraz
 Wyruszyłem w poniedziałek. Minąłem Piątek, minąłem Sobotę i dotarłem do małej spokojnej wioski Wewiórz gdzie na podwórku stoją... tramwaje.  Zbiory Wojciecha Dębskiego to coś znacznie więcej niż prywatna kolekcja – to prawdziwy, żywy dom pamięci, w którym klimat minionych dekad (ze szczególnym uwzględnieniem epoki PRL-u) można poczuć wszystkimi zmysłami. Choć punktem wyjścia i pasją serca są tu wozy tramwajowe, zgromadzone eksponaty tworzą niesamowitą mozaikę codzienności dawnej Polski. Skoro jechał Pan 100 km to muszę Panu wszystko pokazać - rzekł Pan Wojciech i otworzył mi kiosk "RUCH'u" - kultowy, szaro-niebieski kiosk charakterystyczny dla czasów PRL. Zaglądając przez szybkę witryny kiosku (od środka również), można odbyć pełną nostalgiczną podróż w czasie. Wystawione są historyczne numery gazet, w tym czołówka „Kurjera Łódzkiego” z nagłówkiem obwieszczającym śmierć Marszałka Piłsudskiego, wydania „Przeglądu Sportowego” z sukcesami polskich piłkarzy (zwycięstwo nad ...

Messerschmitt w Koszycach

 Powrót do domu nie musi być nudny. Znalazłem więc perełkę, o której niewielu wie. Bo przez Koszyce przelatuje się tranzytem. Warto jednak tu przystanąć. Muzeum Lotnictwa w Koszycach to fascynujące miejsce dla wszystkich entuzjastów lotnictwa i historii techniki. Znajduje się ono w pobliżu lotniska co stanowi dodatkową atrakcję.

Ekspozycja muzeum obejmuje eksponaty od wczesnych modeli samolotów, przez myśliwce i bombowce z okresu II wojny światowej, aż po samoloty pasażerskie i maszyny wojskowe z czasów zimnej wojny. Kolekcja jest imponująca. Wisienką na torcie ekspozycji jest Messerschmitt Bf-109 zestrzelony na przełomie 1944/45 roku w Ardenach. (dzięki Daniel Buszyński za tę informację)

Oprócz samolotów, można tu zobaczyć również silniki lotnicze, mundury, sprzęt nawigacyjny oraz inne pamiątki związane z historią lotnictwa.

Gdy już skończyłem lotniczą ucztę wystartowałem do swojego lotu - do domu.

"Podróżowanie sprawi, że zaniemówisz z wrażenia, a potem zamienisz się w gawędziarza."

I to był koniec mojej wyprawy. 4500km. Przejechałem Słowację, Węgry, Rumunię. No i Mołdawię - widziałem jak wyglądają wsie, miasteczka i miasta. Rozmawiałem z ludźmi, słuchałem ich i cieszę się, że jestem z Polski.






















Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wielka pętla polskich osobliwości

Mój Nordcapp

Tramwaje na podwórku