Pałac w Lewkowie i… żółty Minionek ze złomowiska!

Obraz
 Czasami najlepsze podróże to te, które planuje się spontanicznie, dając się ponieść ciekawości i motocyklowej pasji. Ostatnio postanowiłem wyrwać się ze Zduńskiej Woli i obrać kurs na południową Wielkopolskę, a dokładnie do malowniczego Lewkowa, gdzie mieści się wspaniałe Muzeum w Zespole Pałacowo-Parkowym . Jak to zwykle bywa, droga okazała się równie ciekawa co sam cel! Wyprawę rozpocząłem ze Zduńskiej Woli. W tamtą stronę zdecydowałem się na trasę najkrótszą – idealną, by spokojnie chłonąć klimat mijanych wiosek i polnych dróg. Krajobraz zmieniał się powoli, a jazda skutecznie oczyszczała głowę z codziennych trosk. W miejscowości Godziesze Małe czekała na mnie niespodzianka, która zmusiła mnie do zatrzymania się i zrzucenia kasku z głowy. Przy drodze natknąłem się na niezwykle sympatyczną, kreatywną instalację reklamową... skupu złomu. Kto by pomyślał, że stare beczki i metalowe elementy mogą posłużyć do stworzenia tak uroczego, kultowego Minionka? Z szerokim uśmiechem uwieczni...

Messerschmitt w Koszycach

 Powrót do domu nie musi być nudny. Znalazłem więc perełkę, o której niewielu wie. Bo przez Koszyce przelatuje się tranzytem. Warto jednak tu przystanąć. Muzeum Lotnictwa w Koszycach to fascynujące miejsce dla wszystkich entuzjastów lotnictwa i historii techniki. Znajduje się ono w pobliżu lotniska co stanowi dodatkową atrakcję.

Ekspozycja muzeum obejmuje eksponaty od wczesnych modeli samolotów, przez myśliwce i bombowce z okresu II wojny światowej, aż po samoloty pasażerskie i maszyny wojskowe z czasów zimnej wojny. Kolekcja jest imponująca. Wisienką na torcie ekspozycji jest Messerschmitt Bf-109 zestrzelony na przełomie 1944/45 roku w Ardenach. (dzięki Daniel Buszyński za tę informację)

Oprócz samolotów, można tu zobaczyć również silniki lotnicze, mundury, sprzęt nawigacyjny oraz inne pamiątki związane z historią lotnictwa.

Gdy już skończyłem lotniczą ucztę wystartowałem do swojego lotu - do domu.

"Podróżowanie sprawi, że zaniemówisz z wrażenia, a potem zamienisz się w gawędziarza."

I to był koniec mojej wyprawy. 4500km. Przejechałem Słowację, Węgry, Rumunię. No i Mołdawię - widziałem jak wyglądają wsie, miasteczka i miasta. Rozmawiałem z ludźmi, słuchałem ich i cieszę się, że jestem z Polski.






















Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wielka pętla polskich osobliwości

Mój Nordcapp

Tramwaje na podwórku