Tego dnia dokończyłem przejazd drogą DN7C, czyli Transfogaraską. Na krótkim przystanku na tamie zapory Virdaru mogłem zastanowić się nad potęgą ludzkiego umysłu i pracowitością człowieka. Monumentalna budowla zrobiła na mnie ogromne wrażenie - oto zatrzymana rzeka Arges tworzy piękny akwen wodny.
Dalszy przejazd doprowadził mnie do.... miejsca, z którego mogłem podziwiać Zamek Poenari, prawdziwą siedzibę Vlada Palovnika czyli Drakuli. Zamek Poenari jest często kojarzony z postacią Vlada Palovnika, który był inspiracją dla postaci hrabiego Drakuli w literaturze, zwłaszcza w powieści "Drakula" autorstwa Brama Stokera. Vlad Palownik rzeczywiście korzystał z tego zamku podczas walki z Imperium Osmańskim, choć nie związany był z mitologiczną postacią wampira. Jednak dotarcie do tej twierdzy jest możliwe tylko z buta i zajmuje kilka godzin. A na to czasu nie miałem. Ruszyłem dalej.
Dalsza droga zaprowadziła mnie do kolejnego zamku uznawanego za siedzibę Drakuli. Zamek w Branie od 1920 pełnił funkcję rezydencji letniej królowej Rumunii Marii. Dzięki książce Brama Stokera zamek uchodzi za siedzibę wampira Draculi, choć Vlad Palovnik nigdy w nim nie mieszkał. Prawdziwą siedzibą Vlada był bowiem zamek Poenari. Cóż, mity i legendy żyją własnym życiem.
Kolejną monumentalną twierdzą na moim szlaku był zamek chłopski Rasnov wznoszący się nad miastem. Można do niego dotrzeć kolejką tylko, że... jest zamknięty od kilku lat z powodu remontu. I ten remont jest tragedią miasteczka żyjącego z turystów. Dziś miasteczko wegetuje i popada w ruinę bo turystów po prostu nie ma. Choć nie! Było na runku trzech - my.
Po wtrząśnięciu lokalnej pizzy ruszyliśmy do kolejnego punktu planu podróży. Tym razem nawigacja poprowadziła skrótem przez takie dróżki, na których wyminięcie się z autem było wielkim wyzwaniem a ich nachylenie lekko przerażało nas wszystkich. Dojechaliśmy do miejsca, w którym droga się skończyła a na jej końcu geologiczna atrakcja - wulkany błotne. Mapa pokazuje, że są one w pobliżu wsi Beciu, w której znaleźliśmy nawet bar z kawą i toaletą "na Małysza".
Dziwne miejsce gdzie na sporym obszarze z ziemi wypływa szare błoto. Niby nic ale wszyscy gapiliśmy się na te twory z niedowierzaniem i fascynacją. Przyroda jest jednak wspaniała.
Wieczór się zbliżał więc poszukaliśmy noclegu by przygotować się do ataku na Morze Czarne.
Nowy dzień to już strzał do portowego miasta Constanta. Temperatura sięgała 36C. Nie przeszkodziło nam to jednak w zwiedzeniu Wielkiego Meczetu Karola I. Ciekawe doświadczenie podziwiać meczet od środka i uczestniczyć w opowieści przewodnika. No i pierwszy raz miałem możliwość wdrapania się na wieżę minaretu.
Wzdłuż wybrzeża dotarliśmy do naszego hotelu w Eforie Sud - turystycznego miasteczka, w którym nie spotkaliśmy zagranicznych turystów.
Tego i następnego dnia daliśmy sobie czas na wypoczynek na plaży, plaży w zasadzie pustej, na kąpiele w ciepłym morzu, na szlajanie się po barach i zwiedzanie. Dalej już tylko droga powrotna...
































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Napisz co o tym myślisz.