Motocyklowa podróż po Rumunii to kolejny spory (dla mnie) projekt. Bo wiadomo, że trzeba przelecieć przez Transalpinę i Transfogaraską. Ale mój plan zakładał również dotarcie do Morza Czarnego i lekki plażing. Projektem zarazili się dwaj koledzy wiec ruszyliśmy we trójkę.
Pierwszy dzień to był po prostu strzał do Koszyc. Niby nic ale już na początku policjanci pogrozili palcem. Wciągnąłem wnioski. Tym bardziej, że przyszło mi podróżować w różnych odmianach deszczu.
Drugi dzień, również w deszczu mniejszym i większym to początek przygody. Pierwszy punkt zwiedzania to nowobudowana katedra ortodoxyjna w Baia Mare. W 1990 r., po obaleniu dyktatury Nicolae Ceaușescu, Święty Synod Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego postanowił reaktywować diecezję Maramureş. Na siedzibę diecezji zostało wybrane miasto Baia Mare, w którym mieszka ponad 100 000 wyznawców prawosławia. Projekt opracowano bardzo szybko i już w 1990 r. przystąpiono do budowy. Minęło 30 lat i katedra nadal nie została ukończona...
Następny przystanek to muzeum samochodów Dacia w Satu Mare. I zonk! Muzeum czynne do 15:00 a my dotarliśmy przed 16:00. Tyle naszego co przez szybkę popatrzyliśmy. Smutne to muzeum, zrobione jakby na siłę, bez przekonania, szare, gdzieś na tyłach dużego serwisu Dacii, bez informacji, bez reklamy. Jak dodasz do tego mżawkę to euforii we mnie nie było ale rozczarowanie i owszem.
Zła pogoda i późna pora skreśliły z mojego planu Wesoły Cmentarz. Szkoda. Ale I'll be back!
Trzeci dzień nie przyniósł poprawy pogody - wilgoć wciskała się bez litości. Szkoda, bo droga DN18 naprawdę zasługuje na podziwianie jej otoczenia - piękne widoki i sporo winkli robiły wrażenie. Przystanąłem by zajrzeć do Klasztoru (monastyru) Świętych Apostołów Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego w Barsana. Piękny monastyr zachęca do zwiedzania. Ale nie w taką pogodę! Po przejechaniu ledwie 300 km odechciało nam się dalszej podróży - mokre rękawice, buty, ciuchy, kołnierze, a nawet kaski wewnątrz.
Czwarty dzień przyniósł poprawę pogody - przestało padać! Ale plan się posypał więc pozostała luźna improwizacja na temat tego co chciałem zobaczyć. Pierwszy w kolejce tego dnia był przejazd wąwozem Bicaz najbardziej znanym i popularnym wąwozem w Rumunii w górach Hășmaș. Wąwóz powinien się znaleźć w planach każdego turysty wybierającego się pierwszy raz do Rumunii.
Obiadek zaplanowałem w wiosce Viscri w przeszłości zamieszkiwanej głównie przez Sasów siedmiogrodzkich. Wioska znana jest ze znajdującego się w niej jednego z charakterystycznych dla tego regionu kościołów warownych. Warto tu przystanąć.
No i wreszcie wjechałem z kolegami na liczącą 150km Transfogaraską, czyli drogę DN7C. Droga została wybudowana w latach 1970–1974 na polecenie dyktatora Nicolae Ceaușescu w miejscu istniejących duktów leśnych oraz szlaków górskich. Podczas robót wykorzystano około 6 mln kilogramów dynamitu, a kilkuset budujących ją żołnierzy straciło życie. Dziś droga zachwyca każdego podróżnika. To naprawdę przepiękne miejsce. Każde przejechane kilkaset metrów otwiera nowe cudowne krajobrazy i chce się je chłonąć. Tak mocno chłonęliśmy te widoki, że zabrakło czasu i zmuszeni byliśmy do znalezienia noclegu właśnie na Transfogaraskiej.




























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Napisz co o tym myślisz.