Agonia skansenu, "sobotni" CPN i mostek
Musiałem minąć Szczecin by dojechać do dzisiejszych urbexów. Choć zwiedzone obiekty są tuż za zakrętem.
Centrum Tradycji i Kultury Ludowej w Nagawkach to jedno z najbardziej urokliwych miejsc na kulturalnej mapie województwa łódzkiego, położone w gminie Dmosin. Oficjalne otwarcie Żywego Skansenu dla zwiedzających nastąpiło w maju 2014 roku. Od samego początku miejsce to miało różnić się od tradycyjnych, „skostniałych” muzeów. Założeniem twórców było stworzenie przestrzeni interaktywnej, która tętni życiem. Pomysł zrodził się z inicjatywy lokalnych władz oraz pasjonatów, którzy chcieli ocalić od zapomnienia ginącą architekturę drewnianą regionu łódzkiego. Zamiast budować repliki, postawiono na autentyzm – zabytkowe, drewniane chałupy, spichlerze oraz stodoły z XIX i początku XX wieku były pieczołowicie rozbierane belka po belce w ich oryginalnych lokalizacjach (m.in. z okolic Brzezin, Lipiec Reymontowskich czy Jeżowa), transportowane do Nagawek i tam składane na nowo.
I tak w sercu skansenu stanęły m.in. wiatrak „koźlak”, karczma serwująca tradycyjne potrawy, zagrody z dawnymi sprzętami rolniczymi, amfiteatr przeznaczony na występy zespołów ludowych, stajnia z prawdziwymi konikami, kawiarnia, plac zabaw, baseny, sala teatralno-kinowa i wiele innych obiektów.
Szybko okazało się, że Nagawki stały się ważnym ośrodkiem edukacyjnym i turystycznym. Skansen zyskał miano „żywego”, ponieważ regularnie organizowano w nim warsztaty ginących zawodów (tkactwa, garncarstwa, pieczenia chleba) oraz widowiska obrzędowe. Miejsce stało się też domem dla cyklicznych imprez, takich jak festiwale Folkloru, jarmarki rzemiosła czy zloty miłośników rekonstrukcji historycznych.
Z czasem infrastruktura skansenu została rozbudowana o bazę noclegową, co przyciągnęło rzesze wycieczek szkolnych i rodzin z całego województwa.
Aż nastąpił upadek....
To, co miało być wielką dumą regionu, stało się jedną z najsmutniejszych historii sielskiego uniwersum polskich skansenów. Skansen od początku był inwestycją wymagającą gigantycznych nakładów na utrzymanie. Choć powstał m.in. dzięki funduszom unijnym, jego bieżąca działalność nie bilansowała się wystarczająco dobrze. Kompleks prowadzony przez Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Dmosińskiej zaczął tonąć w długach. Sytuacja stała się na tyle poważna, że w 2018 roku obiekt zajął komornik.
Mózgiem, sercem i motorem napędowym całego przedsięwzięcia była prezes stowarzyszenia – Maria Sadzewicz-Nowak. Jednak jej nagła śmierć doprowadziła do całkowitego paraliżu działalności. Stowarzyszenie straciło osobę, która spinała wszystkie formalności i walczyła o przetrwanie skansenu.
Ostatecznym ciosem w regularną działalność turystyczną było załamanie rynku w czasie pandemii - obiekt opustoszał. Po wybuchu wojny w Ukrainie, w skansenie tymczasowo zamieszkali uchodźcy i dbali jak tylko mogli o obiekty i infrastrukturę. Po ich wyjeździe obiekt opustoszał na dobre.
Brak gospodarza i zawieszone postępowanie komornicze doprowadziły do najgorszego: skansen został porzucony i stał się celem szabrowników oraz wandali.
Obiekt niszczeje z dnia na dzień. Złodzieje zdewastowali wnętrza zabytkowych chałup i rozkradli cenne elementy infrastruktury – posunęli się nawet do zrzucenia i rozszabrowania transformatora energetycznego ze słupa, by zdobyć miedź. Zabytkowa plebania, wiatrak, karczma oraz dawny hotel są systematycznie plądrowane. Spacerując miałem wrażenie jakby obiekt był opuszczony z dnia na dzień. I serce mi pękało...
Ostatnim punktem mojej podróży były Grotniki, w których spędziłem kiedyś kolonie letnie.
Stalowy most w Grotnikach to lokalna, nieco ukryta ciekawostka architektoniczna, która cieszy się szczególnym uznaniem wśród miłośników urbexu oraz osób spacerujących wzdłuż malowniczych meandrów rzeki Lindy. Most znajduje się w cichej, zalesionej okolicy rzeki Lindy, w pewnym oddaleniu od głównego kąpieliska w Grotnikach. W pobliżu przebiegają leśne ścieżki turystyczne.
Historia mostu wiąże się z wielkim boomem letniskowo-kolonijnym Grotnik. Od lat 20-tych i 30-tych XX wieku, a zwłaszcza w czasach PRL-u, Grotniki stały się „zielonymi płucami Łodzi”. Swoje ogromne ośrodki wczasowe budowały tu łódzkie fabryki i instytucje, m.in. Zakłady Bawełniane im. Marchlewskiego, czyli późniejszy Poltex. Mostek pełnił funkcję łącznika dla pieszych i kuracjuszy, pozwalając dzieciom na koloniach letnich oraz wczasowiczom bezpiecznie przekraczać podmokłą dolinę rzeki i przemieszczać się między lasem, ośrodkami a pobliskim zalewem. To właśnie dlatego ma on tak specyficzną formę. Zamiast zwykłej, drewnianej kładki, która zgniłaby po kilku sezonach w wilgotnym mikroklimacie rzecznym, postawiono na niemal „niezniszczalną”, typowo industrialną konstrukcję ze stali, która przetrwała do dziś, stając się unikalnym pomnikiem dawnej inżynierii w środku lasu.



































Komentarze
Prześlij komentarz
Napisz co o tym myślisz.