Na krawędzi Unii Europejskiej
Tegoroczna wyprawa miała odkryć dla mnie Mołdawię. Ten niewielki kraj położony między Rumunią a Ukrainą, często bywa niezauważany na mapie Europy. Jej bogata historia, ukształtowana przez wpływy Rzymian, Słowian, Imperium Osmańskiego i Rosji, jest widoczna w licznych zabytkach, a przede wszystkim w unikalnej kulturze. Stolicą kraju jest Kiszyniów, tętniące życiem miasto, w którym socrealistyczna architektura przeplata się z zielonymi parkami i nowoczesnymi budynkami. Jednak to, co najbardziej zachwyca w Mołdawii, to jej sielski, wiejski krajobraz. Złote pola słoneczników, malownicze winnice i urokliwe, tradycyjne wioski tworzą sielankowy obraz, który od razu kojarzy się ze spokojem i naturą.
Mołdawia słynie z winiarstwa. Jej wina, zarówno te czerwone, jak i białe, cieszą się dużym uznaniem na świecie. Zdecydowałem więc odwiedzić jedną z licznych winnic i zejść do podziemnych piwnic rekordowo długich Cricova.
Ważnym punktem mojej wyprawy były spotkania z mołdawską Polonią - tak, tam też mieszkają Polacy, którzy naprawdę kultywują polską tradycję, obrzędy i zwyczaje, prowadzą polskie szkoły.
Kraj boryka się z pewnymi wyzwaniami, w tym z konfliktem w Naddniestrzu – separatystycznym regionie na wschodzie kraju, który ogłosił niepodległość. Pomimo tych trudności, Mołdawia dąży do integracji europejskiej i aktywnie rozwija swoje relacje z Unią Europejską.
Jednak by dojechać do Mołdawii trzeba przejechać Słowację, Węgry i Rumunię. A tam przecież też jest mnóstwo ciekawych, które zdecydowałem poznać.
Pierwszy dzień to po prostu szybki przejazd przez Słowację wspólnie z moimi kompanami podróży: Paweł Grzeliński i Adrianem Chwiałkowskim.



Komentarze
Prześlij komentarz
Napisz co o tym myślisz.