Pałac w Lewkowie i… żółty Minionek ze złomowiska!

Obraz
 Czasami najlepsze podróże to te, które planuje się spontanicznie, dając się ponieść ciekawości i motocyklowej pasji. Ostatnio postanowiłem wyrwać się ze Zduńskiej Woli i obrać kurs na południową Wielkopolskę, a dokładnie do malowniczego Lewkowa, gdzie mieści się wspaniałe Muzeum w Zespole Pałacowo-Parkowym . Jak to zwykle bywa, droga okazała się równie ciekawa co sam cel! Wyprawę rozpocząłem ze Zduńskiej Woli. W tamtą stronę zdecydowałem się na trasę najkrótszą – idealną, by spokojnie chłonąć klimat mijanych wiosek i polnych dróg. Krajobraz zmieniał się powoli, a jazda skutecznie oczyszczała głowę z codziennych trosk. W miejscowości Godziesze Małe czekała na mnie niespodzianka, która zmusiła mnie do zatrzymania się i zrzucenia kasku z głowy. Przy drodze natknąłem się na niezwykle sympatyczną, kreatywną instalację reklamową... skupu złomu. Kto by pomyślał, że stare beczki i metalowe elementy mogą posłużyć do stworzenia tak uroczego, kultowego Minionka? Z szerokim uśmiechem uwieczni...

Alpy - początek

Dzień pierwszy. 

Każdy ma swój Mount Everest. Ja również. A ponieważ ośmiotysięczników jest sporo pomyślałem, że póki mogę to zdobędę ich jak najwięcej. Moja alpejska wyprawa to drugi z tych ośmiotysięczników.

Wjechać na Passo Dello Stelvio na motocyklu to marzenie wielu motocyklistów. Nic dziwnego, bo z jednej strony to 82 zakręty, które doprowadzają do wyrzutu adrenaliny. W tym roku postanowiłem tam być i poczuć te emocje.

Ale nie tylko Stelvio było moim marzeniem. Chciałem też wjechać na Gorssglockner - najwyższy szczyt Alp austriackich, a w zasadzie do miejsca równie kultowego co Stelvio.

Jednak najważniejszym punktem moich planów alpejskich była najwyżej położona ogólnodostępna droga w Europie, czyli wjazd na Rettenbach. Co prawda to Pico de Veleta jest najwyższą drogą Europy w Paśmie Sierra Nevada na południu Hiszpanii jednak na wysokości 2600 m.npm. ogólnodostępna droga kończy się szlabanem.

To były najważniejsze punkty mojej aplejskiej wyprawy. Wokół tych punktów zaplanowałem pozostałe atrakcje. Ile ich było i jakie były? O tym można poczytać w moich następnych wpisach.

Tak zaczęła się moja przygoda, nad planami której siedziałem w smutne zimowe wieczory.

Pierwszy dzień przyniósł w miarę szybki przejazd z Polski do Czech. Po drodze było kilka przystanków.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wielka pętla polskich osobliwości

Mój Nordcapp

Tramwaje na podwórku