Pałac w Lewkowie i… żółty Minionek ze złomowiska!

Obraz
 Czasami najlepsze podróże to te, które planuje się spontanicznie, dając się ponieść ciekawości i motocyklowej pasji. Ostatnio postanowiłem wyrwać się ze Zduńskiej Woli i obrać kurs na południową Wielkopolskę, a dokładnie do malowniczego Lewkowa, gdzie mieści się wspaniałe Muzeum w Zespole Pałacowo-Parkowym . Jak to zwykle bywa, droga okazała się równie ciekawa co sam cel! Wyprawę rozpocząłem ze Zduńskiej Woli. W tamtą stronę zdecydowałem się na trasę najkrótszą – idealną, by spokojnie chłonąć klimat mijanych wiosek i polnych dróg. Krajobraz zmieniał się powoli, a jazda skutecznie oczyszczała głowę z codziennych trosk. W miejscowości Godziesze Małe czekała na mnie niespodzianka, która zmusiła mnie do zatrzymania się i zrzucenia kasku z głowy. Przy drodze natknąłem się na niezwykle sympatyczną, kreatywną instalację reklamową... skupu złomu. Kto by pomyślał, że stare beczki i metalowe elementy mogą posłużyć do stworzenia tak uroczego, kultowego Minionka? Z szerokim uśmiechem uwieczni...

Z wizytą u Marii Konopnickiej

 Dzisiejsza przejażdżka była raczej testem nowego sprzętu ale nie marnowałem czasu. Wybrałem gminne dróżki by poszukać ciekawych miejsc. A tych nie brakło.

Mijając wieś Glinno zupełnie przypadkowo dostrzegłem monumentalną wieżę widokową. Dojazd do niej z asfaltu był krótki więc się pokusiłem i nie żałuję. Sama wieża to stosunkowo nowa budowla. Na jej szczycie można podziwiać przepiękne widoki na Wartę, Sieradz no i oczywiście zbiornik Jeziorsko. Wszystko fajnie opisane. W pobliżu wieży, schowany lekko w dole bunkier - jeden z obiektów wojny obronnej 1939. Tuż obok niego duży leciwy krzyż postawiony pewnie przez miejscową ludność dla upamiętnienia poległych tu żołnierzy.

Następny przystanek to oczywiście tama na Jeziorsku - ulubiona miejscówka lokalnych motocyklistów. Ale warto się zatrzymać i popatrzeć na ogrom wody.

Dalsza droga zaprowadziła mnie do wiejskiego urbexu we wsi Szarów - opuszczonego i zaniedbanego dużego gospodarstwa, folwarku. Widać, że właściciele próbują choćby zabezpieczyć majątek przed totalną ruiną jednak czas robi swoje. Zawsze się zastanawiam nad historią takich miejsc, ludźmi, którzy tam żyli, ich losami...

Ostatnim punktem mojej wycieczki był dworek Marii Konopnickiej w Bronowie. Ta tam w 1862 r. przybyła Maria Wasiłowska już jako żona Jarosława Konopnickiego. Mieszkała tu 10 lat. Wspomnienia z Bronowa są mottem jej wielu utworów, np. „Jak się dzieci w Bronowie bawiły?”. Niewiele, co dotyczyło poetki zostało z tamtych lat. Pierwotnie był to niski drewniany dom, z wysokim dachem krytym słomianą strzechą, który bardziej przypominał obszerną chłopską chatę niż szlachecki dwór. Dziś wygląda zupełnie inaczej.

I tak minęła mi ta marcowa sobota. 











Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wielka pętla polskich osobliwości

Mój Nordcapp

Tramwaje na podwórku